Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hypnobirthing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hypnobirthing. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lutego 2017

drugi domowy poród w wodzie / second homebirth waterbirth hypnobirth

For English version scroll down.

To już tydzień po, starszak śpi, mały też (tyle że u mnie na kolanach ;-) ) może uda mi się teraz coś napisać. Wersja angielska już powstała na potrzebę dzielenia się wrażeniami w naszej grupie hypnobirth, wersja polska na pewno będzie dłuższa - w końcu to język serca.

No to w myśl zasady jak poprzednim razem:


To był dobry poród. Jakże mogłoby być inaczej? ;-) Byłam przygotowana, hypnobirthing kurs zrobiony po raz drugi, relaksacja przed snem, czytanie dobrych historii porodowych i dobrych książek (Ina May Gaskin najlepsza!).

Ciąża była dość aktywna (to w poprzednim poście), dlatego myślałam że urodzi się w 38 albo 39 tygodniu.. Tymczasem zaczął się 40 od znajomego bólu okresowego. Właściwie to była noc z niedzieli na poniedziałek, czyli noc tuż przed moim "terminem" (jak ja nie lubię tego określenia, ale jednak...), ale położyłam się i przeszło, zasnęłam. Mąż wychodzący do pracy obudził mnie buziakiem o 5.30 rano i już nie mogłam spać. Znajomy ból wrócił - jak dobrze, to już blisko, chociaż pewnie jeszcze nie dziś.. Zaczęłam się krzątać po kuchni, ogarniać zostawiony bałagan, zrobiłam zaczyn na chleb. Znajomy ból się jakoś pojawiał, hmm. Miałam na 9.00 jechać na przegląd samochodu, o 8.00 zaczęłam się zastanawiać czy budzić Daniela, ale tak słodko spał.. A niech śpi, dojadę tam w 5 min, blisko. O 8.30 doszłam do wniosku że jednak nigdzie nie jadę. Ten ból jakiś intensywniejszy, a może to jednak dziś? O 9.00 dotarło do mnie że to nie ból okresowy, ale skurcze. No to ładnie, myślałam że tym razem rozpoznam je wcześniej ;-) Zadzwoniłam do męża, powiedział że będzie w pół godziny w domu (później mi powiedział że po moim głosie było słychać że to już może być szybko ;-) ). Po 9 te skurcze były już takie, że klęczałam oparta na piłce w czasie skurczu, nie mogłam już stać. I jakoś były często. Zadzwoniłam do Doroty, naszej birth photographer i powiedziałam że może szykować aparat, bo to dziś. Powiedziała że będzie po 13, bo zajmuje się dziećmi. Spoko, przecież to potrwa jeszcze z 5 godzin albo dłużej. Obudził się Daniel i od razu zauważył że coś się dzieje. -Co robisz mamo? -Rodzę twojego brata - odpowiadałam z uśmiechem na ustach i piłką przed nosem. On też się uśmiechał. Dotarł mąż, a mi się zaczęło birthing-zone, już nie byłam w stanie odpowiadać na pytania. Skurcze co 2-3 min? W mig go wyszykował i zabrał do opiekunki (właściwie to opiekunka przyjechała po niego), było koło 10. Mąż zaczął napełniać basen, ja poszłam pod prysznic. Spod prysznica zadzwoniłam do położnych, skurcze co 2 min, trwają coś koło 30s. Pod prysznicem bolało i z ulgą odetchnęłam kiedy basen był gotowy, od razu lepiej. Moja ulubiona pozycja tym razem to klęcząco oparta na brzegu basenu, chyba przez te bolące w ciąży plecy. Ale żadnych bóli krzyżowych nie było, wszystko czułam z przodu. Od 10 mniej więcej w kółko słuchałam moich relaksujących mp3 z hypnobirthing i oddychałam powoli na skurczu, spokojnie. O 11 dotarła położna. Tuż przed (chyba) wreszcie odeszły mi wody, na pewno był show (bla bla czop śluzowy po polsku). Zapytała czy chcę żeby sprawdziła rozwarcie. Niby miałam w birth planie że chcę uniknąć internal examinations if possible, ale pomyślałam że spoko, ciekawa jestem na jakim etapie jesteśmy. Było 7cm. Oho, ta słynna siódemka co to ją ciężko przeskoczyć. No trudno, i tak bliżej niż dalej. Relaksowałam się dalej z moimi mp3, mąż podawał zimną wodę i zimny ręczniczek do twarzy - tylko tego było mi trzeba. Położna sprawdziła moje tętno i serduszko małego (tym małym sprzętem po brzuchu co wygląda jak usg, jak to się nazywało? takie przenośne mini ktg bez podpinania - w sumie nie wiem co to ktg, nigdy nie miałam). Koło 11.50 dotarła moja studentka-położna (fajna dziewczyna, więc się zgodziłam wcześniej żeby była) i kiedy usłyszałam jak wchodzi poczułam że chyba będzie parcie. Juuużżżżż? Co tak szybko? Zapytała czy może posłuchać serduszka małego tym małym sprzętem, a ja spojrzałam na nią jak na wariatkę ( ;-) ) i ... first push. Starałam się nie dodawać nic od siebie ponad to, co samo robi moje ciało. Więc parcie spokojne, bez dodatkowej siły, z wokalizowaniem, ale umiarkowanym ;-) z przerwami, powoli. I tak o 12.03 już był po drugiej stronie ;-) Sama go delikatnie wyjęłam z wody, wszystko powoli. Skóra do skóry. Nie płakał. I nikt z tym nic nie robił. Cudne położne. Był trochę fioletowy. I nikt z tym nic nie robił. Cudne położne. Posiedzieliśmy trochę w basenie. Chyba zaczął pojękiwać, na pewno wydawać jakieś dźwięki. Mierzyły temperaturę mu i mi. Wyszliśmy z wody, zawinęliśmy się w ręczniki i siedzimy sobie na materacu, czekamy na łożysko. Wylazło po 17 min (to wiem z ich zapisków). Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, nie pamiętam czy mąż tulił cały czas. Jak wyszło to zapytały czy tniemy pępowinę. Upewniłam się że na pewno nie pulsuje, była już taka biała, chyba prawie cała krew dziecka wróciła do dziecka. Dobrze. Mąż przeciął. Sprawdziły mnie, trochę się bałam, bo było tak szybko, ale znowu spoko, nic nie popękało. Uff.. Kacper 3,28 kg, urodzony w dzień tego nieszczęsnego tzw. "terminu", równo 40 tydzień; bez dragów, znieczuleń, paracetamolu itd. ;-) Szybko nauczył się jeść mleko od mamy, żadnych problemów. Hypnobirthing polecam. A mąż zrobił przegląd samochodu o 16.00 ;-) Zdjęć porodowych nie mamy, Dorota nie zdążyła, ale dotarła wieczorem.

Pozdrawiamy!


It was my second home water birth, both were nice and calm, but this one was so fast!

I had some period pain evening and night before. I was happy to feel it, as I knew that birth will start soon, but all gone when I went to sleep. Next day my husband had morning shift, from 6am, he gave me a kiss at 5.30am and went out and I couldn't sleep anymore because of period pain again. I went to the kitchen, prepared dough for home made bread, tidied up, ate an apple.. I had a feeling that it's starting slowly. I planned to go for MOT at 9am, at 8am I still though that I'll go, but at 8.30 I decided that I'm not going anywhere. I called my husband around 9 and told him that I have contractions. He said that he'll come in 30 min (later on he told me that he felt it from my voice that it could be soon), Our toddler got up at 9.30 (God bless him that he likes to sleep long ;-) ) started asking me what's going on. I was smiling even during surges and telling him that his brother will come soon. He was smiling too. In few minutes my husband arrived and I wasn't able to answer any more questions from my son. He quickly prepared him and took him to our childminder. I took a shower around 10, Lukas started to fill up the pool. This was the time which I can start calling "labour". I started to count surges and I was surprised that it's already every 2 min, 30s long. Quickly. I called midwives and went to the pool. It was great in the pool, much better than shower. And I could kneeling and squatting inside, that was comfortable. All the time from 10 I started to listen our hypnobirthing mp3. I used to know her voice, as I like to listen it quite often before sleeping, so I asked Lukas to repeat it for me all the time. It wasn't pain-free, but I had more pain under the shower than in the pool. Midwife arrived around 11. She asked me if I would like to be examined. I decided that she can check dilation, because I was curious about the progress. It was 7cm. I went back to the pool, breathing 5-4-3-2-1, listening mp3, trying to relax. There was some pain, but it was ok, under control. My student midwife arrived at 11.45, asked me if she can check baby's heart beat. I remember that I gave her an angry look (something like "are you kidding me?" ;-) ) and then I had the first push. I pushed only when I felt the pressure, I made breaks, I vocalized a bit (something between singing and screaming) and he was born at 12.03! So easy shift for both midwives. ;-) no pain relief, no tears, no stitches. Then skin-to-skin, he was still attached, Lukas cut the cord when placenta was out (it took 20 min). Everything natural and physiological. I'm tired now, but so happy. And Lukas managed to do MOT at 4pm ;-)  

niedziela, 22 stycznia 2017

ciążowe podsumowanie

U mnie już po północy, więc zaczął się 39 tydzień ciąży. I jeszcze czekamy.
W sumie to myślałam że może urodzi się wcześniej, bo ta ciąża była mega aktywna, no ale widocznie jeszcze mu tam dobrze się siedzi głową w dół ;-)

Podsumowując i porównując do poprzedniej ciąży - teraz miałam większe zaufanie do swojego ciała. Do końca 7 miesiąca jeździłam rowerem (z dwulatkiem na siedzonku) - ktoś mógłby powiedzieć że jestem szalona, ale wiem na co mnie stać i ufam sobie na tyle, że nie widziałam w tym nic złego. W końcu przewrócić to się można na chodniku, prawda? Nie miałam zbyt wiele czasu na rozmyślanie, bo pracy było dużo. Biorę 9 miesięcy wolnego i jak wrócę zostanie już tylko 7 miesięcy na dokończenie doktoratu, więc musiałam się sprężać. W końcówce ciąży skończyłam kurs on-line z LC-MS validation , z tego się niesamowicie cieszę, bo jednak trochę czasu mi to zabrało i nie wiedziałam czy zdążę, a zależało mi na ukończeniu tego kursu z oceną A ;-)

Co jeszcze zrobiłam w ciąży?
Brałam udział w konkursie biotechYES - to był listopad, więc 7 miesiąc
Pojawiła się moja pierwsza publikacja z doktoratu - grudzień, 8 miesiąc
LC-MS validation - 9 miesiąc

Zrobiłam dużo z doktoratu, mam wyniki z NMR high pressure TROSY i HNCACB dla dwóch kompleksów, relaksację dla stabilniejszego kompleksu w 600MHz i 800MHz, dwa kryształy (niebawem w pdb!), część kinetyki... Dużo do przodu. Właściwie to tylko kinetyka mi została do dokończenia po urlopie.

A tak ciążowo to było trudniej. Dużo wymiotów (poprzednio nic!), ale nie odwiedziłam naszego rest room ani razu - nie było czasu. Od kilku dni ból pleców duży, właściwie to kuśtykam, ciężko mi chodzić bo boli (to też przez noszenie dwulatka - tylko mamy mnie zrozumieją dlaczego to robię, chociaż w ciąży "nie wolno" - ale jak nie wziąć na ręce płaczącego dziecka które do ciebie lgnie?). Karmienie piersią w ciąży też jest ciężkie. Teraz i tak już lepiej, chyba więcej mleka i oksytocyny, ale z miesiąc temu wieczorne karmienia doprowadzały mnie do nerwów i irytacji - z grupy na fb wiem że nie jestem sama z takimi odczuciami. Tu znowu mogłabym tłumaczyć właściwie po co i dlaczego to robię, ale karmiące mamy zrozumieją najlepiej.. Jak mogłabym to zabrać dziecku teraz, tuż przed szokiem spotkania się z noworodkiem który będzie przy piersi niemal co chwilę, skoro mój starszak chce? Chce i woła i płacze "mama mleczka" jak mogłabym powiedzieć nie?
Polecam:
http://dziecisawazne.pl/karmienie-piersia-ciazy/
http://dziecisawazne.pl/dlaczego-warto-dlugo-karmic-dziecko-piersia/
Gdzieś był fajny wywiad o długim karmieniu i karmieniu w tandemie, ale nie mogę teraz znaleźć.
Co więcej? Chyba ogólnie do 3/4 ciąży wszystko w miarę spoko, teraz na końcówce trudniej ze starszakiem. Może on już coś przeczuwa, udziela mu się od nas, albo to moje hormony? No jakiś płaczliwy się zrobił, ciągle chce na ręce, mleczka i mleczka, mama i mama, ale dajemy radę - tak sądzę. Dobrze że ma jeszcze jedną drzemkę w dzień, trochę czasu dla mnie. Postanowiłam też zostawić raz w tygodniu na 4 godziny child minderkę, bo jest do niej przyzwyczajony, też do dzieci które tam są, więc po prostu chcę żeby mógł się wtedy z nimi pobawić. Czemu tylko 4 godziny? Bo jest tam Aelia z tabletem (ohhh przejął mój syn od niej chęć do oglądania youtuba, co ograniczamy mu do 30 min dziennie, ale nie podoba mi się to w ogóle, a jeszcze jak w tamten czwartek był tylko na 4h i powiedział mi że oglądał z Aelią autobus na komputerze, to mi się to wcale nie podoba), bo pani serwuje dzieciom parówki, bo ja chcę być więcej z nim i myślę o home schooling na pół etatu (ale to temat długi i szeroki kiedyś na przyszłość), no i po prostu sporo to kosztuje, a chcemy trochę przyoszczędzić. Nie wiem jeszcze czy po urlopie wrócimy do tej samej pani czy nie, zobaczymy. Wolałabym Montessori gdzieś znaleźć albo coś bardziej z nurtu eko-organic-alternative ;-) ale plus jest taki że pani miła i mówi po polsku. I mój syn też bardzo dużo mówi i jestem pod wrażeniem czasami. Teraz chcę dużo pochodzić na grupy (żeby nie ograniczać kontaktu z innymi dziećmi) i zorientować się w tej edukacji alternatywnej co gdzie i kiedy.

Co jeszcze?
Zrobiliśmy znowu kurs hypnobirthing. Tzn. ja znowu, ale tym razem z mężem (poprzednim razem w godzinach kursu on pracował, teraz zapłaciliśmy za sobotni). Warto, warto, warto!



Wise Hippo z Tracey Sutton w Sale. Wszystko możecie poczytać tu: http://purebirthhypnobirthingmanchester.co.uk/

Chciałam coś więcej o tym napisać, ale polecam przejżeć stronę, tematy które są poruszane, ogólnie o to to najbardziej: http://purebirthhypnobirthingmanchester.co.uk/hypnobirthing/
bo mi się nie chce już pisać.. :-P Może po narodzinach ;-)

Basen wynajęłam z http://manchesterhomebirth.org.uk/about-us/ , położna ma być z NHSu (bo One to One niestety nie mają już Manchesteru ;-(((( ) no i ma być w domu po raz drugi. Basen już stoi napompowany, w środku piłki i balony (starszak się świetnie bawi), no i czekamy.


poniedziałek, 14 listopada 2016

10 rzeczy których nie kupię drugiemu dziecku (+ hypnobirthing links)

1. Wózek.

Chusta jest rewelacyjna i rewelacyjnie sprawdziła się przy Danielu. Wszędzie można pójść, ręce wolne, mały spał sobie spokojnie słuchając serduszka mamy albo taty. Zaczęliśmy chustować chyba od 3 dnia życia, może 4. Wózek (spacerówkę) kupiliśmy w 10 miesiącu życia, bo w 11 mieli przyjechać teściowie zająć się nim przez miesiąc i bałam się że nigdzie nie wyjdą, bo do chusty nie byli przekonani ;) Daniel mimo wszystko był szybszy i zaczął chodzić przed ich przyjazdem. I tak mu się podobało, że ten wózek wykorzystywaliśmy tylko na zakupy od czasu do czasu (i tak długo w nim nie wytrzymywał). Teraz o wózku w ogóle nie myślę. Chusta jest super.
http://dziecisawazne.pl/czy-chusta-moze-zastapic-wozek/

2. Smoczek, butelki.

Nieoficjalnie mam już potwierdzenie że dostanę ten 9-cio miesięczny urlop, tak jak chciałam (6 miesięcy płatne). Przy Danielu miałam tylko 3 miesiące, więc smoczek trochę był, od 3 do 6 miesiąca. Potem kiedy zaczął już jeść (wg metody BLW) nie był potrzebny. Butelki były, mleko odciągałam (do 5 miesiąca przetrwaliśmy tylko na moim mleku - chłopaki przychodzili też do mnie do pracy na karmienie, trochę sztucznego dostał między 5 a 6 miesiącem, bo było mi wtedy jakoś ciężej z odciąganiem, ale dalej karmię, głównie do spania i rano po obudzeniu - wg kalkulatora moje ciało podarowało 649800 ml mleka do dziś). Teraz nie będę musiała odciągać. Cieszę się. I sztuczny gumowy zapychacz buzi też nie będzie potrzebny, bo będzie mama.
http://dziecisawazne.pl/smoczek-jest-zamiennikiem-piersi-nie-odwrotnie/

3. Łóżeczko.

Tego nawet i pierwszy nie miał ;-) Polecam przeczytać "W głębi kontinuum".


http://dziecisawazne.pl/5-zalet-spania-z-dzieckiem/
http://dziecisawazne.pl/spicie-z-dzieckiem-czyli-jak-to-jest-w-praktyce/

4. Słoiczki, kaszki, ciasteczka dla dzieci itd....

Jedna odpowiedź - BLW!


Daniel nie był karmiony łyżeczką. Nie był nigdy karmiony na siłę. Dostawał kawałki którymi mógł się bawić, poznawać. W tej chwili je wszystko, lubi owoce i warzywa, ogólnie zawsze zje coś z tego co my akurat jemy. Nie ma problemów, nie ma niejadka. To wystarczy dla mnie żeby wiedzieć, że to była właściwa droga.

5. Wanienka.

Przy Danielu użyliśmy raz, na pierwszą kąpiel chyba w 5 czy 6 dniu. Potem kąpał się w dużej wannie, na dużej gąbce (takiej, że mieścił się na niej cały).

6. Kosmetyki, mokre chusteczki.

Woda i olej kokosowy wystarczy. Na zajęciach na które chodziłam z Danielem (baby massage) odradzali wszelkie oliwki, bo często po nich są uczulenia. Mówili, że zwykły olej kuchenny jest ok.
A to że talk jest rakotwórczy to chyba wszyscy wiedzą? Większość mokrych chusteczek jest na liście toksycznych kosmetyków, ze względu na dodatki ropopochodne. Te jakie czasami używam przy Danielu w podróży (w domu nie trzeba, bo jest woda i wanna ;) to:


7. Pampersy.

Nie wyrzekam się ich całkiem - bo wiem że w podróży się czasem przydadzą, mimo że wiem też ile chemicznych dodatków w nich jest.. Ale będę się starać jak najczęściej używać nasze wielorazowe. Mamy sporo po Danielu.
http://dziecisawazne.pl/zalety-pieluszek-wielorazowych/
http://rodzicielstworadosci.com/dziecko/z-autopsji/shop-pracz-czyli-pieluchy-wielorazowe/

Z tych eco-jednorazowych polecam Naty, czasem używaliśmy (jeszcze czasem używamy, bo Daniel póki co umie tylko kupkę na kibelek, sikanie mu jeszcze tak nie wychodzi), no ale drogieee.




8. Chodzik (+chodzenie za rączkę).

Chodzika nigdy nie używaliśmy (milion powodów przeciw, poczytajcie internety), Daniel zaczął chodzić jeszcze w 10 miesiącu. Chodzenie za rączkę też nie sprzyja pozytywnemu fizjologicznemu rozwojowi - nie wiedzieliśmy tego od razu, ale szybko zaprzestaliśmy, jak poczytaliśmy.

http://dziecisawazne.pl/czego-nie-dadza-dziecku-akcesoria-nauki-chodzenia/
http://dziecisawazne.pl/10-rzeczy-ktorych-powinnismy-unikac-zeby-wspierac-rozwoj-prawidlowej-postawy-ciala-dziecka/
http://dziecisawazne.pl/jak-wspierac-prawidlowa-postawe-ciala-dziecka-cz-1-pielegnacja-w-pierwszym-roku-zycia/

9. Buty.

Na pewno nie w pierwszych ~9-10 miesiącach. Powody podobne do powyższego. Daniel długo nie miał. Zaczął chodzić jeszcze w 10 miesiącu.

http://dziecisawazne.pl/male-stopy-jak-o-nie-dbac-jakie-buty-kupowac/
http://dziecisawazne.pl/dlaczego-dzieci-powinny-chodzic-boso/
http://dziecisawazne.pl/7-powodow-dlaczego-warto-chodzic-boso/

10. Nadmiar zabawek, ubranek itd...

Mamy sporo po Danielu. Na pewno jakieś kupię, ale nie będę przesadzać z ilością. Co do zabawek zawsze stawiam na jakość i sensowność. Unikam świecących grajków (chociaż kilka mamy, dostaliśmy). To co u nas mile widziane to artykuły plastyczne (bloki, kredki, farby), duplo i lego oraz książeczki (sensowne ;).

Dziękuję za inspirację:

Lejla - http://rodzicielstworadosci.com/20-zbednych-dziecku-rzeczy/
Dzieci są ważne: http://dziecisawazne.pl/10-rzeczy-dla-noworodka-ktorych-nie-musisz-kupowac/



PS. Hypnobirthing links:

Book that I recommend: ‘Mindful Hypnobirthing: Hypnosis and Mindfulness Techniques for a Calm and Confident Birth’ by Sophie Fletcher


Short lessons about hypnobirthing:

you can find more by Katharine Graves on youtube

I also recommend everything by Ina May Gaskin.


Web with nice stories: http://birthwithoutfearblog.com/